• Wpisów: 439
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 45 dni temu, 23:24
  • Licznik odwiedzin: 103 272 / 1147 dni
 
millscape
 
Ten blog schodzi na psy, ale korzystając z wolnej lekcji informatyki (czuć wakacje), nadrabiam posty. Przez moją kochaną nauczycielkę, zostałam zmuszona do obejrzenia dwóch filmów, na które bynajmniej nie miałam ochoty. Zaczęłam od tytułu, który w miarę kojarzyłam, ale nie byłam do niego przekonana. Główną rolę Atticusa odgrywał Gregory Peck. Seans trwał 2 godziny z hakiem, czyli już na wstępie oczekiwałam, że musi się w nim coś dziać. I szczerze się zawiodłam, bo to było nudne. Nie mam większych uprzedzeń do starego kina, ale mam uprzedzenie do wszystkiego, co zadają nauczyciele.. Niestety nie przekonał mnie do siebie, więc wiadro pomyj, choć postaram się powstrzymać, będzie trochę większe. Wcześniej pozwoliłam sobie przeczytać streszczenie, gdyż wolę wiedzieć o czym będę oglądać. Wedle Wikipedii miał opowiadać o procesie murzyna widzianego oczami dziewczynki. Atticus, o którym wspomniałam był jego adwokatem. Okej, może nie będzie źle. Problem zaczynał się w tym, że był przerost formy nad treścią. Już od samego początku zniechęciło mnie porównanie, parafrazując: było tak gorąco, że kobiety były jak ciepłe pączki polukrowane potem i posypany talkiem. Help, wiem, że to na podstawie książki, ale mogli by sobie darować. Dalej nuda, nuda , nuda. Niby łączące się sceny z życia rodzajowego; czułam się jakbym oglądała gościa pijącego szklankę wody. Jeszcze te dzieci, takie podobne i tak bez sensu przedstawione i ponazywane, że do teraz nie rozkminiłam imion. Jakoś w 40 minucie pojawiło się nawiązanie do tytułu, Atticus tłumaczył dziewczynce, że zabić drozda to większa zbrodnia niż zabić innego ptaka, ponieważ tylko śpiewa i nic złego ie robi. O ile dobrze zrozumiałam tytułowym ptakiem miał być murzyn. No, po jakiejś godzinie dziesięć rozpoczął się proces, najciekawsza część; wyjaśniał całą historię, skończył się jednak skazaniem czarnoskórego, który potem, pomimo wcześniejszych zapewnień swojego adwokata, że może da się coś jeszcze zrobić, popełnił samobójstwo i otem znowu wracamy do jakiś scenek i pojawił się z choinki jakiś inny facet, który w ukryciu coś podrzucał dzieciakom. Słabe przekazanie informacji, dużo lepiej by zrobili, gdyby dali sam proces i skrócili to do godziny. Męczyłam dwa dni i ode mnie nie daję rekomendacji, dwie godziny mojego życia dużo lepiej wykorzystywał Harry Potter, choć ten miał potencjał edukacyjny i nie tylko, to w pewnym momencie został spieprzony, do ofiary się kompletnie nie przywiązałam, Atticus był przedstawiony trochę za idealnie, nawet zwrotów akcji nie było, pod koniec sytuacja była na siłę ratowana. Ech...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków