• Wpisów: 439
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: 20 dni temu, 23:24
  • Licznik odwiedzin: 102 476 / 1122 dni
 
millscape
 
Tylko słowem wstępu. Wczoraj gardło mi trochę przerzuciło się na lewa stronę, ale dzisiaj jest w porządku i mam katar na prawą dziurkę. Ale ogółem czuję się dobrze. Z wyjątkiem tego, że dostałam 4 z sukowatej historii. Nie pozdrawiam.
Korzystając z tego, że mam zajebiście dużo wolnego, obejrzałam kolejną część komedii z moim Ukochanym Lodoviciem Cruchot. Ta część wydaje mi się najlepsza, ponieważ oprócz niestandardowej fabuły, mamy mnóstwo Fougassea, którego również uwielbiam, jednak bardziej jako postać, niż aktora. A fani Nicole nie będą zachwyceni, ponieważ ona pojawiła się tak obok, w jakiej wymianie zdań. Uśmiałam się do łez.
Początkowy humor opiera się na niezadowoleniu Lodovica z zesłania na przedwczesną emeryturę. Francuska żandarmeria chce być odmłodzona i unowocześniona, a jak wiadomo, starych ludzi trudno zmienić, toteż Cruchot ma  przez "zesłanie" mnóstwo wolnego czasu, który usiłuje być zagospodarowywany najlepiej jak się da przez, poznaną w poprzedniej części, Józefę. Jednak jego żona organizuje mu czas w taki sposób, że się mężczyzna męczy, ponieważ wszystko za niego robi służba, nawet wciska mu ryby na wędkę.
Do Cruchota przychodzi były komendant Gerber z byłą komendantową. Dowiadują się z gazety, że Fougasse jest w sanatorium, ponieważ na wskutek wypadku, stracił pamięć. Zbierają swoją dawną ekipę i jadą mu na pomoc, pakując się po drodze w różne zabawne sytuacje: pomagają uciec nudystom, przy czym tracą auto, przyskrzyniają nogę ministrowi, pomagają siostrom zakonnym w znalezieniu chłopaków, którzy budują rakietę z ładunkiem wybuchowym. Kiedy Cruchot ją "rozbraja", wracają na swoje stanowiska, a pułkownik (wybaczcie, nie mam głowy do nazw tych stopni) stwierdza, że to oni się sami pchali na emeryturkę. w każdym razie wszystko skończyło się szczęśliwie, a my możemy oglądać kolejne dwie części.
Jak już wspominałam, uwielbiam Cruchota, Louisa, a w tej część wydaje mi się, że najlepiej było z jego grą aktorską, nwm dlaczego. Może ze względu na scenę z rybami, scenę przedrzeźniania księdza, scenę na strychu z pamiątkami, scenę z ministrem... Za dużo by wymieniać. A i ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że do zobrazowania jazdy używają ciągle green sreen'a. Wiem, że to stary film, ale trzeba się do tego przyzwyczaić. Polecam, polecam, polecam!
Produktywna rzecz na dziś: uzupełnić słówka z niemca.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków