• Wpisów: 437
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: dzisiaj, 09:11
  • Licznik odwiedzin: 99 190 / 1005 dni
 
millscape
 
Kolejna zajebista komedia. Oglądałam ją już tydzień temu, ale okoliczności sprawiły, że nie miałam czasu wstawienia recenzji na świeżo. Uśmiałam się jak zawsze. I ciągle się zastanawiam nad fenomenem Louisa. Ten facet był cudowny i bardzo się cieszę, że nie urodził się w tych czasach, gdyż by się zmarnował.
Ta część nie była aż tak oczywista i szablonowa,lecz ciągle przepełniona cudownym humorem. Znowu mogłabym użyć pewnego mądrego cytatu: "miłość jednostronna jest tragedią, dwustronna-komedią". Cała historia zaczyna się od tego, że żandarmi mają zrzucić swe mundury, by po cywilu łapać ludzi. Oczywiście już na wstępie była świetna scena z tym, jak Lodovic jechał z samochodem i chciał przyłapywać ludzi na drobnych łamaniach przepisów drogowych, jak przekraczanie ciągłej linii, nadmierna szybkość itd. W pewnym momencie właśnie taka osoba, przekraczająca dozwoloną prędkość zainteresowała Cruchota, który ruszył w pogoń za nią, a kierowcą okazała się być kobieta, wdowa, Józefa. Jej mąż był również żandarmem o wysokiej randze jednak zmarł i był niesamowicie podobny do Cruchota. I ona była też niczego sobie, więc oboje się w sobie zakochują. Józefie jednak przeszkadza za niski stopień naszego sierżanta i chcąc zadbać o jego karierę, namawia go do zdawania egzaminu. Do tego samego egzaminu przygotowuje się komendant Gerber i scena pisania tego egzaminu mnie bardzo rozśmieszyła. Ponadto Gerber jest trochę zazdrosny o Józefe, przeżywa kryzys z własną żoną, więc chce poróżnić naszą parę. W dodatku Cruchot ukrywa fakt, że ma dorosłą córkę i przedstawia ja jako maleństwo o wysokości gałki ocznej.
Dodatkowym urozmaiceniem jest to, że zwiał rzeźnik Frodo i pod koniec filmu bierze za zakładniczkę przyszłą żonę sierżanta, który już nie jest sierżantem, a drugim komendantem za to niezwykłe osiągnięcie.
Świetna komedia, ale nie romantyczna. Miłość jest tutaj po prostu bardzo fajnym dodatkiem, który dopełnia serię o moi ukochanym żandarmie. Co bym jeszcze mogła dodać? Oprawa akustyczna także bardzo dobrze dobrana. Zwracam na nią uwagę na nią, a jeżeli zwracam, to naprawdę jest wow. Funes grał jak zwykle bezbłędnie, spędziłam z nim kolejne, miłe półtorej godziny, pozwoliłam sobie zapomnieć o tych wszystkich nieprzyjemnościach, które mnie czekały tydzień wcześniej, a które są teraz dla mnie przeszłością.
Co do planów-jutro oglądam kolejną część i pojawi się podsumowanie tygodnia.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków