• Wpisów: 437
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis: dzisiaj, 09:11
  • Licznik odwiedzin: 99 190 / 1005 dni
 
millscape
 
Brak jakichkolwiek komentarzy pod ostatnim postem, a także aura dzisiejszego wieczoru, sprawiła, że piszę, to co piszę.
Przez ostatni ciężki czas, zdecydowałam się na powrót do mojej ukochanej serii komedii z Louisem de Funes w roli głównej. Uwielbiam tego aktora, uwielbiam każdy film z nim, więc takie coś na odprężenie, jak najbardziej.
Chociaż znam na wylot każdą część z tym zabawnym żandarmem, zacznę od pierwszej. Lodovic Cruchot zostaje przeniesiony (a zarazem awansowany) do Saint Tropez. Przeprowadza się tam, ze swoją córką Nicole. Warto także zaznaczyć, że nie powiedziano wprost, co się stało z jej matką. Nawet, jeżeli umarła, czy się z nią rozwiódł (o ile w ogóle z nią był), to nie nadaje się, aby umieści w komedii. Ogólnie Cruchot, jak to na żandarma przystało, walczy z przestępczością. W tej części skupia się na walce z nudystami. Przewodzi grupką innych żandarmów, którzy różnią się oczywiście charakterem. Nie są, czasami jak to teraz bywa, bezmyślną masą, po to, żeby sobie byli. Najbardziej charakterystyczny jest Maréchal des Logis Lucien Fougasse.
Drugi wątek stanowi Nicole, nastoletnia dziewczyna wpadła w tamtejsze złe towarzystwo. Tu nakłamała, tu podkoloryzowała i aby zachować twarz zgodziła się, aby jej kolega zwinął luksusowe auto. To oczywiście może nieźle pogwałcić autorytet Cruchota i stara się odwieźć auto, jednak pech (na końcu jedna szczęście)sprawił, że w tym aucie znajdował się skradziony obraz, który dostał się w ręce żandarma przez pewnego rolnika. Na końcu cała akcja się szczęśliwie rozwiązuje.
Fabuła jest przewidywalna, no ale to komedia sprzed kilkudziesięciu lat, więc wtedy te pomysły był nowatorskie. Jednak przez to, że jest stara, ma ten swój niesamowity klimat+świetną ścieżkę dźwiękową (duju, duju saijnt trope!!!). Coś takiego, jak green screen przy jeździe samochodem dodaje większego uroku. No i przyznajcie, Louis de Funes OCIEKA TALENTEM. To był prawdziwy aktor, a nie teraz jakieś aktorzyny i beznadziejne skecze pokroju świata wg kiepskich. Z ekranu telewizora wyciekała jego ekspresja. Grał całym sobą, jego zaangażowanie jest niesamowite. Będę to powtarzać przy każdej produkcji. W dodatku jest jedną z tych artystów, którego nie kojarzy się przez pryzmat postaci, jakie grał, tylko postacie przez aktora.
Naprawdę, to trzeba obejrzeć. TRZEBA. Pozycja obowiązkowa, tym bardziej, że ja za pierwszym razem ryłam przez całość ze śmiechu, teraz już trochę ochłonęłam, ale nadal ten uśmiech na twarzy pozostaje. To zupełnie coś innego niż wykwintny dowcip, który za drugim razem traci "magię", tylko coś, co można wałkować. A jak się to jakimś cudem znudzi, to są inne produkcję. Obiecuję, że skomentuje każdą z mistrzem komedii.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków