• Wpisów:309
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:58 989 / 727 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Kolejny rysunek. Prawdopodobnie ilość wykonywanych zmniejszy się wraz z rozpoczęciem roku szkolnego, chyba że nagle zacznę uczyć się błyskawicznie. W sumie nie mam do tej rpracy komentarza. Zobaczyłam tę grafikę w aplikacji z tapetami o nazwie "Teen Wllpapers" i nie potrafiłam się powstrzymać, aby tego nie narysować. Nie wiem, czyjego autorstwa, ale w to już nie chciało mi się wnikać xD Z rzeczy technicznych:
-szkicownik z Empiku z dwoma wkładami format A5
-Derwent Graphitint Juniper 02
-4 fiolety z kredek Zamek (48 szt.)
-trochę białego żelopisu od Pentela
Na początku chciałam zmienić kolor, ale w końcu stwierdziłam, że pozostanie fiolet-tajemniczy kolor. Przesłanie było super. Jeszcze powinnam dodać w komplecie napis: "nie ufam ludziom, którzy nie lubią słuchać muzyki", ale chyba każdy lubi. W każdym razie praca mnie doskonale opisuje, a tak to, co robię w ostatnich dniach; szkoda tylko, że nie oddala roku szkolnego



  • awatar Panna Clarke ♥: Świetny rysunek :)
  • awatar Millscape: @dystymia: Dziękuję. Wbrew pozorom włosy mogą być przyjemne w rysowaniu, ale tylko ładnie uczesane, bo nie wiem, czy poradziłabym sobie w kręconych. A fałdy. Chyba jakoś wyszły, bo i na grafice są przejrzyste. ;) Wyrobisz sobie to wszystko. ;)
  • awatar dystymia: Super, ja nie umiem porozdzielać we włosach tych kosmyków więc zawsze rysuję fryzurę nawet na nią nie patrząc, taką "na oko". No i te Twoje ubrania, też się muszę podszkolić w rysowaniu zagięć materiału.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zaktualizowałam poprzedni wpis-zerknij sobie

Chciałam coś szybkiego. I dlatego lubię coś a'la marmur na paznokciach. Nie wymaga dużo czasu, a jest efektowny. Base z Maybelline i jedna, cienka warstwa żółtego (Golden Rose Rich Color 48). Potem nałożyłam drugą, grubą warstwę i zanim zaschła, nakropliłam trochę pomarańczowego (GR Rich Color 73). Szybko poprzeciągałam kolory wykałaczką, a potem cierpliwie poczekałam, aż zaschnie. Jeśli chodzi o metodę: mały i wskazujący mają po trzy krople w dwóch rzędach przeciągniętych raz w jedną stronę. A środkowe mają wzór naprzemiennie przeciągany w poziomie, na bazie dwóch pionowych lini. Na całość Top Coat z GR.

  • awatar Millscape: @dystymia: Nigdy nie zwracałam uwagę na kolory. :D Maluję, czym mam w danej chwili ochotę, a ludzie albo zwrócą uwagę, albo nie. Choć w przypadku tego pierwszego są to same miłe komentarze. Co do RLM nie oglądam-wolę kompilacje, które można znaleźć za granicą. Kiedyś przeglądałam jej propozycje, ale jakoś nie przypadły mi do gustu. Zdecydowanie wolę szaleć. ;)
  • awatar dystymia: Z moimi pazurami to nie mam się na co porywać, ale może kiedyś nadejdzie taki czas, że też zacznę malować. Kolory takie niezbyt praktyczne- ja bym raczej wybrała coś stonowanego. Co myślisz o paznokciach z tutoriali Red Lipstick Monster? Może kiedyś postarasz się jeden wykonać na swoich paznokciach?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kilka, a dokładniej 7 lat temu, przeglądając moje dwie na krzyż książki o rysowaniu, zastanawiałam się czy kiedykolwiek uda mi się stworzyć godny portret. Pamiętam że w pewien sobotni dzień, w 4 klasie, raniutko wstałam i czytałam uratowaną od wydania książkę Lee Hammond. Jak wtedy zachwycałam się jej pracami. Z jakim zapałem czytałam jej wskazówki. Jak ochoczo wypisywałam przybory, które chciałam posiadać. Mam jeszcze gdzieś te zapiski. Wspomnienia. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że pred liceum już będę potrafiła tak realistycznie rysować. Dobra, ustalmy, że liceum pozostawało w sferze: "Boże, tak do niego daleko, że nawet nie będę się nad tym zastanawiać". I tak minęły te tysiące dni. Oficjalnie jestem licealistką i oficjalnie widzisz mój pierwszy portret, który od początku do końca jest zrobiony jak ja chciałam. Przedtem, w mojej rysowniczej karierze były dwa, ale ich nie liczę, bo TS była wykonana na formacie, którego nienawidzę, a Jezus był na życzenie mamy, w jakimś pokrętnym stylu. Więc to jest pierwszy. Użyłam zeszytu w kropki, który przywiózł mój tata, 12 ołówków od Cretacolor (2H-9B) i gumki w ołówku, dzięki której odkryłam że gumka chlebowa jest mi zbędna. Ktoś chętny na wpis?
A jeśli chodzi o postać, to zostawiam Tobie zagadkę. Jak nie odgadniesz, to marny Twój los. Dobra, mi będzie przykro. Jutro zedytuję, ujawniając, jakie odpowiedzi były poprawne.




Poprawne odpowiedzi:
-Tia Carrere
-Ma na imię [...] w serialu/filmie [...]
-W ogóle jej nie znam
A tu możesz sobie porównać ze zdjęciem, z którego zrysowywałam.
http://b3.pinger.pl/89aca5a61d024a9056d76098f998022b/c60d5d0b12775dcd223b35f3979e38b8-.jpg
  • awatar Millscape: @dystymia: To, że nie będzie mi smutno. Zgadza się. :D Znałaś ją wcześniej?
  • awatar dystymia: Ha-ha, znalazłam Cię na Instagramie (przez dosłownie przypadek, bo obserwuję Naomi), to Tia Carrere. Co wygrywam? <3
  • awatar Millscape: Rysowałam ze zdjęcia, ma którym akurat tak się to wszystko układało. Ucho prześwietlone, a usta wygładzone. Bardzo dziękuję za szczerą i długą opinię. Możesz na swoim blogu podzielić się swoimi rysunkami. Z chęcią zobaczę. Jutro zrobię edita.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tak, w zeszłym roku zakupiłam mój pierwszy kalendarz szkolny, bo choć cena niska, jak na tak wykonany produkt, to trochę mnie odstraszała. 20 zł. No, wydawało mi się trochę dużo. Posiadałam również obiekcje, bo to z Biedronki i prawdopodobnie wszyscy będą je mieli. Nie myliłam się, lecz tylko ja odważyłam się na wzór z Winx. Choć tego nie można nazwać odwagą-właśnie dzięki cudownemu wzorowi z Bloom zwróciłam na niego uwagę. Koniec końców zdobyłam go i muszę powiedzieć, po przejrzeniu tysiąca stron z podobnymi produktami (bałam się, że w 2017 Biedronka się z nich wycofała) ten z Interdruku ma najlepszy rozkład strony i jest najprzyjaźniejszy. Prawdopodobnie nie zdziwi Ciebie, że i w tym roku zainwestowałam kolejne dwie dyszki. Jeśli chodzi o wzory, to w tym roku miałam nieodparte wrażenie, że jest ich niewiele. Posiadając dwie Biedronki blisko siebie, zazwyczaj chodzę do tej mniejszej i bliższej. Tam wybrałam sobie wzory, pomiędzy którymi chciałam się wahać. Pastelowy różowo-niebiesko-fioletowy w kropki i zielony, liściasty. Prawdopodobnie większość dziewczyn by podzielała moje zdanie. Ja bardzo żałowałam, że nie ma kontynuacji Winx Couture i na przykład Stelli/Flory. Los jednak chciał, że za pierwszym razem nie zabrałam ze sobą wystarczającej ilości pieniędzy. Zaplanowałam mój dzień tak, że pojadę do centrum, sprawdzić jeden papierniczy w sprawie kalendarzy, a jak nie będzie, to zakupię planner w tej dalszej Biedronce. I jakie było moje zaskoczenie, kiedy właśnie w niej znalazłam OSTATNI (choć myślę, że jedyny) ze Stellą właśnie z tej serii. Co z tego, że różowy, biorę. W domu zabrałam się za przeglądanie i Interdruk poszalał ze zmianą szaty graficznej w środku. Na szczęście na dużo lepszą i doroślejszą. Temat na wpis? Czemu nie!

Najpierw okładka-choć zdecydowanie wolę z 2016, to z 2017 też jest śliczna i musieli w nią włożyć więcej pracy. Jeśli chodzi o nową, to prawie w 100% jest pokryta powłoczką satynową, a tara tylko w niektórych.


Okleina bardziej spodobała mi się w 2, mimo że jest różowa. Zadbali o detale.



Pierwsza strona już nam zdradza, kolor przewodni i styl. W 2016 dominował zielony i grafiki, a w 2017 postawili na kolor niebieski (mój ulubiony) i minimalizm, biurowość. Lubię nowszą wersję.




Kalendarze skrócone. Nie ma za dużej różnicy. Zrezygnowali z nagłówków jakby kolorowanych i zamiast kolorowej ramki wokół nazw tygodnia, tylko pociągnęli kolorem czcionkę.





Plany lekcji. Nie różnią się-miejsce na 8 lekcji i po 2 zajęcia dodatkowe. Tylko ozdoby są inne kolorystycznie. Nowy okroili z grafik.







I teraz strony, które nas najbardziej interesują. W ogóle caly kalendarz 2017/18 jest cieńszy, ponieważ kartki są cieńsze. W dotyku nie czuję różnicy w porowatości. To chyba wyciągnę na plus: zawsze trochę lżej.

Pomimo początkowego minimalizmu w niebieskiej wersji, to te strony są bogatsze, delikatniejsze i pozbawione grafik. Jeśli chodzi o dni powszednie, to: dzień tygodnia, miesiąca, miesiąc i imieniny zostały ściśnięte, ważne święta są napisane na jasnoniebieskim tle. Ładna rameczka na notatki i mini kartka z kalendarza zostały przeniesione pod powyższe informacje (w starym na dole się znajdowały). Potem 16 linijek na pisanie (w starym 24), ale dodali jakby 3 karteczki na: "ważne, do zrobienia i spotkania". Co jest na wielki plus.





Soboty i niedziele upchnięto na jedną stronę, jak w starym z tym, że sobota ma 6 linijek, a niedziela 4 (W starym każdy dzień miał po 8). Ja to popieram-w niedzielę się odpoczywa! No i jeszcze są te 3 karteczki i notes.




Adresy i notesy. Adresy. Się prezentuję identycznie-poszli jedynie w minimalizm w stronie działowej. Tyle samo stron., tak samo podzielonych.




Notes-okrojona szata graficzna, mniejsze, ale praktyczniejsze miejsce na :ważne. W nowym 19 stron, w starym 17.




Ostatnia strona na daty i święta. W starym dali 27 linijek na to. W nowym 16+błękitną karteczkę. To akurat by mogli sobie darować, ale ok.




Jeśli chodzi o mapy, to nie poszli na łatwiznę. W 2016 zamieścili podział administracyjny Polski i podział polityczny Europy, a w tym walory przyrodnicze Polski. Ciekawie, choć przydatniejsze są z zeszłego.






I okładka z tyłu.






Podsumowując, okładka bardziej podoba mi się w starym, a środek w nowym, lecz zakupu nie żałuję. I polecam.

Rok planowania wspominam bardzo dobrze: dzięki temu skończyłam pisać książkę, więcej rysowałam, nie zalegałam z zadaniami domowymi, lecz w ostatnim czasie, a właściwie od egzaminów gimnazjalnych (tu pokazuję środkowy paluszek w ich stronę). Coś się popsuło i zaczęłam odkładać na kolejny dzień. W sensie, jeśli coś nie zrobię jednego dnia, to drugiego to nadrabiam i odhaczam za dzień bieżący i poprzedni, bo w zamyślę, chcę to zrobić tak czy siak i nie ma czegoś takiego, jak krzyżyki. No i teraz "nie nadąrzam za życiem". (15 sierpień)
-ostatni zaliczony dzień z pisaniem książki mam 15 kwietnia
-z rysowaniem-4lipiec
-czytaniem-31lipiec
-z grą komputerową-6sierpień
Czuję się z tym źle. Cześć.

  • awatar Yoasiczka: Świetne są :-)
  • awatar Millscape: @RainbowxD: Miłośnicy Stelii zapewne będą twierdzić, że kalendarz z nią jest ładniejszy. Dziękuję i miłego dnia!
  • awatar RainbowxD: Świetne porównanie! Ja w tym roku postanowiłam po raz pierwszy zaopatrzyć się w kalendarz szkolny i mój wybór padł również na Biedronkę. Zdecydowałam się właśnie na ten pastelowy wzór w kropki i jestem z niego jak najbardziej zadowolona. Podoba mi się bardzo to, że jest tu ten podział na "Ważne ", "Spotkania" i "Do zrobienia" :). Te Twoje kalendarze są przepiękne, lecz masz rację, ta okładka z poprzedniego roku jest nieco ładniejsza.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
To już postanowione. W połowie przyszłego tygodnia wynosimy się do końca wakacji. Dlaczego? Mam taki humor popsuty. :,( W związku z tym będę srała wpisami, ponieważ akurat na tym wyjeździe minie rok bloga. Na szczęście ostatni dzień wakacji (czyli 3 września) powinnam wrócić do moich ukochanych 4 kątów.

Moja miłość do Winx nie wygaśnie. Nigdy. Mam w planach obejrzenie wszystkich sezonów (skończyłam na 4). I jak byłam mała, to zawsze chciałam rysować te postacie. No, nie wychodziło mi to Przede wszystkim były za grube i krzywe. Moje dziecięce marzenia (dobra, ja ciągle jestem dzeckiem-13/14-letnim) teraz się spełniły. W końcu udało mi się odwzorować proporcje. Jedynie to kolor mi się nie podoba, bo te wredne Mondeluzy musiały wszystko spieprzyć, ale ja i tak będę ich używać bo nie lubię wyrzucać przedmiotów zdatnych do użytku. Na domiar złego aparat dziwnie zarejestrował kolor niebieski. Szkoda. Zrobiłam również po raz pierwszy raz w życiu kolorowy lineart cienkopisami Rystor. W rzeczywistości barwy lepiej ze sobą współgrają, ale jakoś mój wzrok nie jest przyzwyczajony do tego i się zastanawiam czy może nie poprawić czarnym. A jak według Ciebie?

W ogóle naszło mnie na rysowanie, ponieważ rysuję bardzo pracochłonny portret. Stanęłam na włosach, chciałam coś narysować i pilnie potrzebowałam odskoczni Chyba nie jest źle?

  • awatar Panna Clarke ♥: @Millscape: oooo ale super :D
  • awatar Millscape: @Panna Clarke ♥: Myślałam. I mam to w realnych planach. Jestem na 30 odcinku z 52, jak skończę będę rysować i dodatkowo napiszę recenzję, więc wyczekuj. :)
  • awatar Panna Clarke ♥: Bardzo fajne :D Nie myślałaś czasem nad narysowaniem czarodziejek WITCH? ;) Jesli byś chciała je (lub jedna z nich) narysować,to polecam Hay Lin :P Moja dziecięca miłość,Haha
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mam dosyć. Ja w sumie nie chcę tego remontu. Mogę żyć w tych odrapanych ścianach. Nie chcę wyjeżdżać. Nienawidzę spędzać nocy gdzie indziej, niż w domu. Tu jest tak spokojnie, a gdziekolwiek indziej jest chujowo. No, może u babci jest jeszcze w miarę okej, ale nienawidzę wyjeżdżać. Ja przez ten cholerny tydzień mogę się zaszyć w moim pokoiku i mogą mnie zamknąć. Se jakoś poradzę.

Dobra, już mi lepiej Przejdźmy do mniej dołującej część tego ambitnego postu, który nie jest z planu, który usilnie próbuję realizować, a z spotanicznego pomysłu. Wczoraj byliśmy z rodziną w Selgrosie i kupiliśmy na ewentualne wyjazdy (eh, czemu ten temat się musi przewijać ) kubki z włókna bambusowego-są lżejsze, takie prowate i nie perfekcyjnie białe. Niestety nie było 3 wzorów do wyboru, tylko ten, więc rodzice powiedzieli, że mam nabazgrać złotą farbką do szkła jakiś wzorek, aby to rozróżnić. Jednak oboje stwierdzili, że najlepsze będą pierwsze litery imion. Ja od razu miałam wizję kaligrafii. Nic nie poradzę na to, że kaligrafia tak bardzo mi się spodobała i mam taką wilką radochę, tworząc coś w ten sposób. A o jakim stylu pomyślałam najpierw? O stylu gotyckim. Jednak mama zaprotestowała, więc poszukałam w internecie czegoś ciekawego i dosłownie po kilku minutach miałam już odpowiednie wzrory. Ułatwiło mi wykonanie zadania porowata powierzchnia kubka-mogłam bez problemu szkicować ołówkiem i zmazywać bez zostawiania najmniejszych problemów. Potem użyłam mojej starej konturówki do szkła o numerze 151 i nazwie Deep Gold od idea retro. Wygodnie się nakłądało, bardzo spodobał mi się ten nierówny efekt, ponieważ potęgował błyszczenie farby. Nie wiem, jak to będzie z myciem. Na razie jest ślicznie, choć mogło być lepiej






  • awatar ` Niezależna od innych <3 .: Wydaje się łatwe do zrobienia, ale mi pewnie same koslawe literki by wyszły i nic przyjemnego dla oka.. Bardzo mi się podoba :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: @Millscape: Szkoda, ale i tak bardzo ładnie wyszło :). Nie ma za co :).
  • awatar Millscape: @Wiky the Metal-Punk!: Mamie styl gotycki się nie podoba i ma z tym złe skojarzenia. Nie wiem jakie i dlaczego. Dziękuję :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Byłam niesamowicie podekscytowana, "składając" chińską pułapkę. Przygotowanie jest niesamowicie proste: potrzebujemy 4 pasków papieru z kartki A4 o szerokości 1,5 cm. Dwa ze sobą sklejamy pod kątem 90 i potem splatamy wokół jakiegokolwiek markera, aby stworzyć zaciskający się tunel. Banalnie proste. Cały trik polega na tym, że jak włożymy palce, to nie możemy ich wyciągnąć "normalnie", gdyż tuba się zaciśnie. Jeśli ktoś będzie próbował siłowo, to prędzej rozerwie. I to cała filozofia tej zabaweczki.
 

 
W internecie roi się od recenzji tego serialu. Dzielą się na skrajnie pozytywne i negatywne. Wyobraź sobie tą skalę. To moje odczucie do tego serialu jest prawie na środku w kierunku pozytywnej. Nie da się zadowolić każdy światopogląd. Jeśli chcesz poruszyć na większą publiczność skalę samobójstwa i innych problemów, to należy się liczyć z tym, że wiele osób zainteresuje się głębiej tym tematem, a z kolei siedzenie cicho powoduje odosobnienie tych biednych osóbek. W każdym razie lepiej, że ów twór powstał. Denerwuje mnie szczególnie rozciągłość odcinków. Miałam wrażenie, że ciągle wszystko się powtarza. Wiem że depresja i problemy takie odczucie powodują w życiu, ale to serial. Serial, który jednak mógł zostać okrojony z 10 minut zbędnego materiału. Muszę jednak przyznać szacunek autorowi za sam pomysł kaset. Opowiedzenie o przyczynach samobójstwa jest odważnym posunięciem-Hannah przyznała się do wszystkiego i chociaż nie zostawiła tego gdzieś zagrzebanego. Jednak uważam, że Clay'a nie powinna umieszczać na taśmie. Rozumiem ją w 60%, ale ten chłopak ją kochał i właśnie w tamtym momencie powinna się opamiętać i dojrzeć to kłujące światło w tunelu. To najpiękniejsze, co ją spotkało, a ona tym nagraniem sprawiła, że Clay również chciał się zabić. Coś w tej kasecie nie odpowiadało mi i przez to mój szacunek do serialu spadł. Mogła rozwiązać inaczej: użyć jakiegoś koloru wyróżniającego czy coś. Wiem, iż podkreślała, że to jej wina, że jej mózg wszystko przemieszał i nie wytrzymała, ale Claya mogła podać jako """powód""" na ostatnim nagraniu. Jeśli chodzi o wątek psychologa (ostatni odcinek). Sporo osób to potępia, bo podświadomie odstrasza ludzi od korzystania z takiej pomocy, ale nie zauważają oni, że ważniejsza jest postawa bohaterki. Chciała zawalczyć do samego końca. Dawała sobie ostatnią szansę, więc i potencjalny samobójca powinien postąpić tak samo. Na pewno trafi na lepszego człowieka, który da mu więcej wsparcia. Cieszę się, że serial porusza problemy ze znajomymi, problemy gwałtu, poniżania, wyśmiewania, oszukiwania, że psychika jest krucha, ale bardzo mi brakowało stricte problemów z rodzicami oprócz zawiedzenia zaufania i braku rozmowy, lecz nie można przesadzać. To mogę nie uznawać za wadę-ustalmy, że serial był skupiony na problemach z rówieśnikami. Lecz nie mogę przeboleć jednego-pokazywanie problemów innych. To się super ogląda, twórcy dali przepustkę do drugiego sezonu, ale już ktoś może uznać: Jessica/Alex/Clay/Zach mieli większe problemy. I tu już się zaczyna otwierać niebezpieczna furtka do porównywania problemów. Każdy ma swoje problemy i życie, które musi przeżyć. I tyle. Uważam że serial powinien być poświęcony tylko Hannah. Niemniej serial polecam obejrzeć, aby wyrobić sobie własne zadanie. Jeśli nie poruszyłam jakiś interesujących Ciebie kwestii, to napisz, a ja postaram uzupełnić tę "recenzję"
  • awatar Millscape: @Panna Clarke ♥: Zgadza się-jest naszpikowana spojlerami. Rzadko kiedy piszę bez spojlerów
  • awatar Panna Clarke ♥: Boję się to przeczytac,z uwagi na spojlery :P Nadal nie mogę sie zebrać żeby to obejrzeć,odpadam na pierwszym odcinku..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Długo się zastanawiałam nad tytułem, jakże ambitnego wpisu. Nie chcę używać za dużo angielskich zapożyczeń, ale summer cudownie współgra z komarem. Poza tym pomysł na ten wpis jest świeży. Będę mówić otwarcie: szukałam tematu na wpis bez zdjęć, ponieważ dostałam jednodniowy szlaban za to, że wczoraj komputer był za długo włączony, a był długo włączony, bo pisałam na bloga. A pisałam bloga, ponieważ czułam się w obowiązku. I w takim samym obowiązku się czuję dzisiaj oraz będę czuła jutro. Zamordowałam dzisiaj 4 komary i 1 gdzieś lata i terak się narodził ten pomysł.
Od pewnego czasu wszystko może mnie wytącić z równowagi, nawet zła konsystencja ciasta na naleśniki. To nie jest fajne, a dodatkowo się to nasila w kwestiach, które już wcześniej wytrącały z równowagi. Owady, nawet pająki, to ja lubię, ale za szybą, w terrariach. Szanuję motyle. Motyle to sztuka i nie można ich zabijać. Dzisiaj to pokazałam, bo wczoraj wleciał do naszej łazienki ten z pawim okiem na skrzydłach, spędził w niej całą noc i dopiero dzisiaj udało mi się go uwolnić, a trochę to trwało. Niestety, po tych upałach, wieczorem wleciały nieprzyjemni goście-komary. Zaważyłam 1-od razu ho zabiłam. Był nachlany. Za ciosem dobiłam jeszcze 3, które znalazłam. Gdzieś lata 5-ty i to mnie niesamowicie wnerwia. Czuję jego obecność, choć nawet go nie słyszę. Mam prawie paranoję i rodzice nie potrafią zrozumieć. Ja muszę wszystko pozabijać, co lata i brzęczy, bo nie zasnę. I potrafię o północy je dobijać. Jak byłam u babci, zanim zainwestowała w moskitiery, to miałam ogromny problem. Próbowałam się przykrywać całkowicie kołdrą i zostawić małą dziurkę, a ten gówniarz zawsze potrafił pod nią wlecieć. Dostawałam traumy. W zeszłym lecie potrafiłam zabić prawie 20 pijaków na dobę, bo starzy musieli otwierać okna. Na szczęście w tym roku okres tego problemu przez deszcze się niesamowicie skrócił i mnie to cieszy. Jednak doprowadziłam do tego stanu, że wieczorem okna nie otwieram, bo nie chcę, aby to paskudztwo (po co ono W OGÓLE JEST?) wlatywało. No ale i tak wleci, bo moi starzy muszą otwierać okna. W każdym razie już przyzwyczaiłam się do bojów. Zaczynam od spróbowania dobicia komara na suficie moim kijem (jo-sensei by mnie zatłukł XD), choć takiego truposza najtrudniej zmyć. Najlepiej, jak usiądzie na tepecie-laczek załatwia sprawę, a kawałek papieru-plamę. Jak już jeden trup jest spłukany-szukam kolejnego. Wręcz dostaję szału, bo wydaję mi się, że wszędzie coś lata. Taki mój marny los. Ewentualnie spryskuję owada wodą, ale to słabo dział, jeśli spryskiwacz ma krótki czas. I chyba tyle. Tak mnie naszło, to skorzystałam z chwili.
 

 
Na serio byłoby wspaniale, gdybym z pomocą zwykłych kredek potrafiła rysować tak samo jak z tymi trochę gorszymi, a jeden blok bym mogła używać do wszystkiego. Niestety tak nie jest, a moim oszczędzaniem tracę więcej niż zyskuję. Papier do markerów jest rzeczywiście niezawodny, ponieważ tusz w niego tak szybko nie wsiąka przy markerach wodnych, a przy alkoholowych nie przebija na drugą stronę. I chciałoby się rzec. Po co wydawać 21 zł na zwykły blok z 32 kartkami! Niestety większość efektu zależy od bazy.




Byłam trochę sceptycznie nastawiona na firmę Molotow. Jego produkt wypadł taniej, niż "pewniejszy" odpowiednik W&N, ale stwierdziłam, że skoro produkują jakieś pisaki i wcale nie za grosze, to może całkiem spoko wypadnie. Nie mam jakiś szczególnych wątów do Molotow, ale mam ich Waterbrushe i z tego, co widzę, to średnio wyregulowali napływ wody i nie zadbali o szczegóły. Blok mnie zaskoczył. Miał tekturę Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA nie jakieś powiewające fisiu-misiu pfiu, tylko kawał porządnej, 2 mm tektury. Posiadał 32 kartki w kolorze zszarzałego białego o gramaturze 120g/m2. Spełnia swoje zadanie, ale...


Tak, jak się podziewałam, ma mankamenty, jeśli chodzi o klejenie-wypadł mi cały wkład, a klej im się wylał na zewnątrz kartki. Niby można z drugiej strony rysować, ale tak nie powinno być.


Dodatkowa, nie wiem czy to wina sklepu, czy producenta, ale jedna kartka miała zagięty róg.


Ale będzie za chwilę coś pozytywnego. Na pewno kojarzysz moją ostatnią pracę.



Lecz to nie była moja pierwsza próba. Pierwszą wykonałam na kremowym papierze w szkicowniku z empiku. Tusz się rozpływał, nie panowałam, kartka się marszczyła. Tragedia. Nie wszystko spod mojej ręki wychodzi ładnie ;




Ale to była wina tylko nieprzystosowania papieru do tego medium. I tyle. Jeśli chodzi o papier do markerów, to owszem, pomarszczył się, ale na taką ilość, jaką mu zafundowałam, wybaczam. Blok polecam, jeśli jesteś świadomy jego wad i je akceptujesz.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Pierwszy raz widzę, żeby z jakiegokolwiek blogu wypadł cały wkład! Coś chyba im nie wyszło :P. Ale z tym klejem na kartkach to już trochę przesada...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
http://www.flonga.com/play/must-escape-the-wizard-s-castle.htm
Kiedyś, próbowałam swoich sił w mojej nieszablonowej serii wpisów dotyczących room escape (pojawiły się 2 posty xD), gdzie chciałam napisać solucje do takiej gry w bardziej rozbudowanej wersji, niż podpunkty i napisać coś a'la opowiadanie. Krótkie. I dodać kilka słów o mojej opinii. Chcę to reaktywować. Dlatego na dobry początek postanowiłam wziąć na tapetę grę od Flongi "musisz uciec z zamku czarodzieja".
Przed oczami zobaczyłam tablicę z napisem: "Zdecydowałeś zbadać zamek czarodzieja. Pewnego razu w środku zrozumiałeś że zamek jest pełen magicznych mocy i jesteś uwięziony w środku. Teraz... musisz uciec z zamku czarodzieja"
Wylądowałam w jakimś pomieszczeniu z niebieskich cegieł, pod ścianą leżał stos słomy, na której znajdowała się kartka.
"Chciałbyś z opuścić to miejsce,
oczywiste do zauważenia.
Stwarza to problem.
Potrzebuję Twojej pomocy.
Tu są tylko trzy zadania.
1, Oczyść zamek z pająków.
2. Odłóż brakujące książki.
3.Zapal zgaszone pochodnie."
Kiedy podniosłam wzrok, przy ścianie pojawiła się komoda z szufladą, a w środku niej drewniana różdżka z kolejnym papierem.
"Weź tę różdżkę do ręki . Wskaż nią pająki, aby przemieniły się w coś wspaniałego. Włóż ją w kolorowy płomień i stanie się tym samym". Zapamiętałam rady i użyłam różdżki na pająku, siedzącym w sieci, pomiędzy słomą a ścianą. Przemienił się w monetę. Potem spróbowałam zapalić ją od złotego płomienia z jednej, z dwóch pochodni, zawieszonej przy zamkniętych drzwiach. Na samym czubku tańczył ogienek. Wykorzystałam go do oświetlenia mysiej dziury. Zauważyłam błyszczący kluczyk, idealnie pasujący do zamka. Trafiłam do przedsionku. Na ścianie vis-a-vis mnie wisiały 4 łuczywa-każde z inną banderolą: zieloną, żółtą, niebieską i czerwoną, a na 9 i 3 godzinie mieściły się zamknięte drzwi. W kątach dostrzegłam 2 doniczki-jedną z ziemią, a drugą pustą. Tą ostatnią przesunęłam intuicyjnie i zabrałam srebrny kluczyk, pasujący do lewych drzwi. Ściana naprzeciwko była dosyć uboga-2 zgaszone, zielone pochodnie i pusty ceber, za którym schował się pająk. Przemieniłam go w monetę. Kolejny zaplótł pajęczynę pod regałem z książkami, gdzie moją uwagę przykuła gruba, fioletowa księga. Pomiędzy jej kartami ukryto czarny kluczyk. Zanim wyszłam, wzięłam ze stołu niebieską książkę. Czarny kluczyk pasował do zamkniętych drzwi. Trafiłam do salonu. Stały tam dwa bordowe fotele. Pomiędzy nogami jednego zauważyłam kolejnego pająka, który po chwili stał się monetą. Na drugim fotelu leżała czerwona książka. Ją również zabrałam. Wzięłam też gąbkę, leżącą przed wagą z jednym obciążnikiem. Postanowiłam wyrównać poziom 4 obciążnikami. Polanami w kominku zajął się niebieski ogień. Skojarzyłam go sobie z wodą. Zapaliłam od niego różdżkę, a następnie niebieską pochodnię. Potem dotknęłam nią ceber, gdzie pojawiła się woda. Zamoczyłam gąbkę, wróciłam i przetarłam nią brudne lustro. Następnie zainteresowałam się zieloną szkatułką z szyfrem na kolory trójkątów. Skojarzyłam sobie jeden obalony dywanik, znajdujący się przy wyjściu. Na nim wyraźnie zaznaczoną owy układ. Czerwony-żółty, zielony-czerwony, żółty-zielony. Po naciśnięciu czarnego przycisku, wieko odskoczyło, a ze środka wyciągnęłam zielone nasiono i zasadziłam ją w doniczce z ziemią w przedsionku, a następnie dotknęłam różdżką z błękitnym płomieniem. Wrosła ogromna roślina, po której wspięłam się na poddasze, lecz dostrzegła m tylko pomarańczową książkę. Odłożyłam ten komplet trzech książek w regał, po czym pojawił się żółty kluczyk na zielonym „obrazie”. Powróciłam do pokoju startowego, aby złocistym płomieniem zapalić żółtą pochodnię w przedsionku. Następnie skierowałam się do pokoju odpoczynkowego, bo zauważyłam wcześniej, że przy drzwiach pali się zielony ogień. Zabrałam go i podpaliłam zielone łuczywo nie tylko w przedsionku, ale i w pokoju z cebrem. Pojawiła się skrzynia z 3-cyfrowym hasłem. Wspięłam się po niej, by dosięgnąć okna, przez które widziałam niebo, zasłane gwiazdami. Konstelacje układały się w liczbę „547” Ze skrzyni wyciągnęłam klucz francuski. Odkręciłam nim lustro i wróciłam na poddasze. Światło księżyca padało akurat na ścianę z haczykiem. Zrobiło się jaśniej. Na postumencie pod lustrem widniały strzałki, które można było obracać. Popatrzyłam się po murach-na jednym z nich widniały strzałki. Ustawiłam te na postumencie w taki sam sposób. Góra, dół, prawo, lewo, dół prawo. Otrzymałam ostatni, potrzebny, czerwony ogień i przeniosłam go na ostatnie łuczywo. Buchnęła chmura, ściana zniknęła, a przede mną ukazały się ostatni, zamknięte drzwi. Przetorowałam sobie wyjście żółtym kluczykiem. Uciekłam z zamku czarodzieja!

Ogółem miałam wiele zabawy z pisaniem tego. Uważam to za najciekawszy, mój autorski pomysł. Nie jest to jakaś punktowa solucja, ale coś trochę ciekawszego. Wielkim plusem tego jest muzyka-jednocześnie uspokajająca i tajemnicza. Daj znać, którą ucieczkę mam opracować w dalszej kolejności.
 

 
Zanim zacznę, mam pytanie. Jak wchodzę na mojego bloga bezpośrednio przez podanie linku, to mnie przekierowuje na stronę główną WP; tzn. widzę moją stronę przez chwilę, a potem pojawia się ta gówno mnie interesująca strona, a kiedy chcę wrócić, to wracam do mojej strony domowej (onet). Też masz taki problem?
Przed zapoznaniem się z tym wpisem-> przypomnij sobie ten:
http://millscape.pinger.pl/m/27594357

Dzisiaj będzie recenzja tego produktu+mała konserwacja powyższych rysunków.


Koi Coloring Brush Pen występuje w 48 kolorach. Zarówno w zestawach, jak i na sztuki są dostępne. Kosztują minimalnie mnie od brushmarkerów pro (5,9/sztuka). Posiadają tusz na bazie wody i pędzelkową końcówkę, która dobrze zgina się do połowy, dalej idzie dosyć opornie. Ma jeden minusik. Końcówka nie jest idealnie spiczasta i tusz tam nie do końca spływa, przez co nie da idealnie równej, supercienkiej, mocnej linii, tylko trochę grubszą, równą, ciemną linię. Poza tym końcówka dobrze się trzyma, na razie nie zauważyłam jakiś ubytków czy syndromu wypisywania się. Tusz jest dobrze napigmentowany- na warstwie kredki wystarczą 2 pociągnięcia, aby uzyskać piękną czerń. Wygodnie się go trzyma w dłoni, jednak trzeba wprawy, aby coś wyszło ładniejszego. Niemniej, bardzo się z nim polubiłam i nie wykluczam, że będę uzupełniać ich kolekcję. Jego użycie pokazuję na przykładzie rysunków z MLP, ponieważ po miesiącu zaczęłam się ich wstydzić, więc wykonałam zróżnicowanej grubości lineart i użyłam kin monedeluz, aby przykryć stare, brzydkie kredki.Koniec końców otrzymałam efekt, którego nie boję się pokazywać. Porównaj sobie i daj znać czy też tak uważasz.













  • awatar Panna Clarke ♥: Fajne rysunki :) Co do WP mnie tez przekierowuje,muszę wyłączyć kartę przeglądarki,włączyć od nowa i wtedy jest okej. :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Świetne rysunki ^^. Masz niesamowity talent :). A co do otwierania strony, to jak ja wchodzę u siebie na Pingera, to czasem przekierowuje mnie na wp.pl i wyświetla się komunikat o przejściu na stronę archiwalną (czyli Pinger). Kiedy kliknę "przejdź do strony archiwalnej" (czy jakoś tak), to przekierowuje mnie do Pingera. Innych dziwnych rzeczy nie zauważyłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak, tak paznokcie miały być co 1,5 tygodnia we wakacje, ale wyszło, że top Z Maybelline jest taki świetny, że malowałam w niedzielę, a zmywałam w sobotę-prawie dwa tygodnie później. No i nie potrzeba żeli, hybryd czy tytanów. 2 tygodnie na jeden wzór wystarczą. Po drugie uświadomiłam sobie, że ja nigdy nie robiłam owoców , a że sezon na wiśnie się przed chwilą zaczął, to czemu by nie one?
Zaczęłam od ochronnego base'u od Maybelline, potem biały (Golden Rose Rich Color 76) jako baza pod średniokryjący żółty (Lovely, night paradise 02), który świeci w ciemnościach . Końcówką od szydełka zrobiłam kropki starym jak świat, amarantowym (Golden Rose, Rich Color 09), a potem odbłysk bazowym białym. I dalej strzelałam gafy. Wybrałam zły pędzelek do koloru brązowego (GR Rich Color 25), aby wykonać ogonki, a liście wyszły równie dziwnie przy użyciu tego samego pędzelka (płasko ściętego) i ciemnozielonego (GR, Rich color 131). Na koniec szybkoschnący Top Coat od Golden Rose i tyle. Chyba dzisiaj nie miałam dnia na malowanie paznokci. Głupio uparłam się przy jednym pędzlu i tyle. Szkoda. Nie zawsze musi wyjść, ale z drugiej nie jest też tragicznie-wiadomo, o co chodzi.

 

 
Testowałam nowy blok do markerów molotow i blender brushmarkerpro od Karin. Dotatkowo w Teen Wallapers znalazłam grafikę z dziewczyną, która mi się bardzo spodobała. Jednak styl akwarelowy z rozmazanymi brzegami urzeka. Tak więc z tego miksu wyszło poniższe cudeńko, które mi się nawet podoba. Podoba się również mojemu ojcu, choć on twardo stoi za kredkami i ołówkami w stylu realistycznym, tak więc to o czymś świadczy. Jeśli chodzi o biały żelopis to wybór padł na ten od Pentela. Zamieszczam jeszcze oryginał, jakby ktoś się chciał przyczepić do jakiś niekontrolowanych plam. Tło to moje wesołe papranie. Mam nadzieję, że przpadnie do gustu.


 

 
Kolejne origami i kolejne zrobione na podstawie tutorialu Jeremiego. Tym bardziej, że jest genialny, jeśliby patrzeć przez pryzmat stworzonych przez niego modeli. Ultraprosta kula, którą można zgniatać w 3 kierunkach z kwadratowej kartki (moja o długości krótszego boku A5-z mniejszego nie polecam). Mega wygląda i jest zupełnie w moim stylu. Coś czuję, że w liceum będę miała chociaż jedną w piórniku. Zapraszam do składania!




 

 
Zanim zacznę wpis, chcę podziękować tym 4 osobom, które zdecydowały się mnie wesprzeć słowem. Dziękuję! Miałam wczoraj gorszy dzień i tak wyszło. Choć dziś na liczniku +200. Przepraszam i dziękuję. A w poczekaniu na kolejną pracę przygotowałam wpis z recenzją gry na PSP.
PSP posiadam długo, ale gier skolekcjonowałam bardzo mało. Należą już do trochę droższych nabytków i rodzice nie dawali się na nie przekonać. Woleli mi kupić coś do rysowania. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, kiedy przerobiłam sobie moje PSP i ogarnęłam ściąganie gier z sieci. Jeśli byś chciał/a taki krótki poradnik, to z chęcią napiszę. Tą grę, którą teraz prezentuję, jako pierwszą zainstalowałam (moja 8 gra) i od razu trafiłam w dziesiątkę. Choć trudno żeby było inaczej, gdyż od Ubisoftu, z serii Petz posiadałam już dwie gry, będąc z nich zadowolona.
Klub siodła, czy jak to tłumaczyć, bardzo mi się spodobał. Jest to gra fabularna. Kierujemy nastolatką o imieniu Lily, która pomaga wujkowi na ranczu. Na początku jesteśmy zapoznani z terenem. Odwiedzamy przyjaciółkę Lily-Eddie, mistrza Granta... Na samym początku mamy jednego konia, potem otrzymujemy kolejne. Prawdziwa rozgrywka zaczyna się, kiedy w lesie Lily napotyka sługów van Guinessa, którzy męczą ogiera. Dziewczyna się temu przeciwstawia i tym samym wpada w kłopoty. Drogocenny koń ucieka, a VG ma do nastolatki pretensje. Należy do tych wszechmogących ludzi i postanawia zagarnąć ranczo, jeśli wujek nie spłaci wartości konia. Lily pragnie naprawić swój błąd i koniec końców chce wygrać międzynarodowy konkurs jeździecki, aby z nagrody spłacić ranczo. I na tym głównie polega rozgrywka. Na trenowaniu koni, opiekowaniu się nim, wygrywaniu mniejszych i większych zawodów, za które otrzymuje się różne części ekwipunku(siodło, uprząż, czaprak i owijki) w ślicznych kolorach. Z kolei za te topowe wygrane otrzymuje się różnej maści i rasy konie. To mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. W międzyczasie przewija się "wątek miłosny", a wszystko jest okraszone świetną muzyką. Muzyką nienachalną, dodającą atmosfery. Jeśli chodzi o grafikę, to jest bardzo dobra, jak na rok 2009. Są uwzględnione prędkości chodzenia Lily, tak jak i step, kłus, cwał i galop konia. Ponad to im koń bardziej wytrenowany, tym szybciej galopuje. Dodatkowo im więcej nabywa siły, tym wyższe przeszkody potrafi przeskoczyć. Fajnie, że pomyśleli. Za minus mogę uznać skoki. Kiedy nie bierze się stricte udziału w skocznych konkursach na arenie, to koń sam skacze-wystarczy jechać prosto na pień drzewa albo kamienie. Wyżej wymienione konkursy wymagają refleksu w naciskaniu x, co pokazuje nam kolor obramówki w graficznym przycisku nad belką. I jeszcze kwestia otoczenia. Jest bardzo rozbudowane. Kiedy zniknął prowadzący mnie kompas, to się zgubiłam. I w sumie ciągle nie wiem, jak dojechać do chaty Granta xD Możemy się poruszać po nizinach/stepach/prerii, lasach i plaży. Są uwzględnione dźwięki kopyt po przebieganiu przez wodę oraz niepokój konia przy przejeżdżaniu przez miejsca ciemne.
Dodatkowo, w pewnym momencie jest odblokowywana opcja rozmnażania koni i są do dyspozycji 2 boksy. I taki źrebaczek sobie rośnie, kiedy się nim opiekujemy. Możemy też uzyskać nowe maści, a te konie, które się "znudzą" można oddać Eddie. I to tyle z ważniejszych kwestii. Zakończenie jest szczęśliwe, a potem jest dany czas graczowi na własną inwencję twórczą. Podszkoliłam swój angielski (są napisy po ang), spędziłam miło kilkanaście godzin, aby w końcu napisać coś. Jak najbardziej polecam. Tym bardziej tym, którzy mają mało gier na PSP i są sfrustrowani brakiem gier na płytkach UMD.
 

 
Zanim założyłam Pingera, czytałam garstkę blogów i w większości ich autorzy (ówcześnie 12-latkowie) dziękowali prawie za każdą setkę odwiedzin, a następnie narzekali, że nikt tego nie czyta. U mnie niedawno minęło 700 dni z prawie 300 wpisami i liczbą wypisaną w tytule. I co? Gówno. Dopiero teraz bardzo dotkliwie zauważyłam ten problem. Bo mam w życiu tak odwiecznego pecha, że jak ja zaczęłam, to inni się zmyli, a Pinger wymiera, niczym natura w dzisiejszych czasach. Jestem aktualnie sfrustrowana faktem, że mnie się nie udało zdobyć nawet 10 AKTYWNYCH obserwujących. Jestem tak w chuj nudna? Czy to choroba na tym portalu, rozprzestrzeniona przez debilnych twórców? Autodestrukcja? Mimo wszystkich możliwości, stawiam na to pierwsze. Nie odczuwam kompletnie, że piszę bloga w sieci. Porównałabym to do przystosowanej do tego wersji Worda. Nikogo tu nie ma i nie interesuje mnie to małe gówinko, w którym przeskakują liczby, bo nie to mnie obchodzi. Pomyśl, co mi po 100 naprzód w ciągu doby, jak nikt nie zostawił komentarza. Nic. Pustka, Nawet głupia kropka, w znaczeniu "ja przeczytać" by mnie ucieszyła. Tak, może i żebrzę, ale już tracę cierpliwość. Nie oznacza to, że odchodzę. Póki mam jako takie pomysły i chęci starania, to będę tu skrobać. W tym moim małym kąciku, gdzie utrzymuję ten sam charakter od tych prawie dwóch lat, bo go lubię. Wkurza mnie, że się staram nad wpisami i jestem systematyczna, i to na nic.
Więc w końcu napiszę to, co chce się wydostać z mojego gardła od kilku miesięcy: jeśli to czytasz, zostaw komentarz. Nawet byle jaki, ale chcę widzieć, że to czytasz, że ta liczba 56 000 nie jest błędem. Widzisz? Wklep w okno co chcesz, ale coś zrób i nie pozostań bezczynny? Pomysł na coś? Wyjątkowo czymś wkurzam? Co robię tutaj źle? Masz klawiaturę pod palcami, pisz, pisz, pisz. Bo ja sobie mogę tworzyć do szuflady, ale jeszcze nie do końca chcę.
NAPISZ.
  • awatar ` Niezależna od innych <3 .: Masz racje, gdy zaczynałam prowadzić bloga, jakoś to było 6 lat temu, to inaczej tu było.. Teraz, gdy wróciłam po długiej przerwie widzę zadecydowana różnice.. Ale jeszcze są tu duszyczki, które pozostawia cos po sobie ;)
  • awatar Millscape: @Panna Clarke ♥: Wikuś dziękuję.
  • awatar Millscape: @Wiky the Metal-Punk!: BARDZO dziękuję za tak cudowny komentarz. I długi i wspierający.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
W niedzielę wykonałam niezwłocznie przelew za zamówienie, w niedawno odkrytym przeze mnie sklepiku.
http://sklepik.na-strychu.pl/
Do zwrócenia na tę stronę uwagi zmusiła potrzeba posiadania papieru scrapbookingowego, gdyż posiadam jeden projekt do zrealizowania. Śpieszyłam się, ponieważ trafiłam akurat na darmową przesyłkę-lepiej chyba wydać na to, co się chce, niż na ten efekt uboczny zakupów internetowych, prawda? Paczka przyszła niezwykle szybko, w dobrym stanie, bo już we wtorek ok. 16. Co prawda zamówiłam tylko 5 przyborów, ale co tam. Ceny mają normalne, raczej nie wygórowane.

Blender Karin
Cena: 6zł
Link: http://sklepik.na-strychu.pl/pl/p/BrushmarkerPRO-Blender-przezroczysty/67372
Na pewno ktoś kojarzy mój błąd, dotyczący niepomyślenia o dokupieniu osobno blendera. Nie wiem, o czym myślałam, ale blender niby takie nic, a pomaga. Ponad to zauważyłam kilka bardzo ważnych kwestii, dotyczących zastosowania, ale to na osobny wpis. Jak większość.



Koi Coloring Brush Pen os Sakura
Cena: 5,9 zł
Link: http://sklepik.na-strychu.pl/pl/p/KOI-Coloring-Brush-Pen-Black-49/65987
Tu akurat do przetestowania innego markera z końcówką "pędzelkową" na bazie wody. Stricte z myślą o kaligrafii i porównaniem do brushmarkerówPRO


Papier najlepsze życzenia do scrapbookingu
Cena: 22,5zł
Link: http://sklepik.na-strychu.pl/pl/p/Zestaw-papierow-30x30-Najlepsze-zyczenia-Galeria-Papieru/43686
Wiecie, co mnie wkurza? To, że Polacy produkują od groma i trochę takich papierów w dobrej jakości, a gówno je widać w sklepach stacjonarnych. Wybrałam sobie prześliczny zestaw 30x30, które zawierają 12 arkuszy w 12 kolorach+bonusowy pod tą wierzchnią kartką. Dobry stan. Perfect.



Blok do markerów 32 kartki Molotow
Cena: 21 zł
Link: http://sklepik.na-strychu.pl/pl/p/Marker-Pad-A4-Molotow-blok-do-markerow/62047
Ma się markery, to trzeba zainwestować w papier. O wszelkich mankamentach i zadaniach tego bloku na pewno wspomnę w bliskiej przyszłości. Był porządnie zapakowany, lecz zwracam uwagę, że pierwsza kartka była trochę pogięto-pofalowana, a róg jednej został widocznie zagięty. Niby to nic, ale uważam, że to raczej niedopatrzenie przy pakowaniu, niż wina producenta. Nie pokazuję zagięcia, tylko mniej więcej kolor i grubość tegoż papieru




W bonusie dostałam jeszcze "zakładki" z papieru do scrapbookingu, ale żeby nikomu nie mieszać, to zdjęcia do haulu nie wstawię, aby nic się nie pomieszało, tym bardziej, że jest na nich wyrażnie napisanie "nie do sprzedaży". Ogółem mogę polecić ten sklep, a bonusik wywołał uśmiech na mojej twarzy.
 

 
Przez brak aktualizacji, a co za tym idzie możliwości planowania wstawiania wpisów, posta pojawia się z opóźnieniem. Rzecz jasna, mogłabym skorzystać z Worda, ale jakoś, eee nie. Jednak najważniejsze, że w ogóle się pojawił, prawda? Wracam do korzeni i wznawiam serię z bączkami. Na już sierpniowy dzień, przypisałam bączka-gwiazdę z jednego kwadratu, który można obracać w dwojaki sposób: tradycyjnie, bądź dmuchać, kiedy ustawi się pomiędzy palcami. Oba warianty dobrze się sprawdzają. Sam model jest mało pracochłonny i dosyć prosty.


 

 
Jestem znowu ze wszystkim do tyłu. Planuję jutro wstawić origami i haul, ale jak z tym wyjdzie, to nie mam pojęcia. Zastanawiałam się też nad jakimiś krótkimi recenzjami obejrzanych filmów/seriali/kreskówek. To tak w skrócie.
Powróciłam na chwilkę do farb i formatu A4. Standardowo te same farby akrylowe, kupione w zamierzchłych czasach w Lidlu. Co do czasu wstawienia, to nie, wcale nie namalowałam tego w kilka dni, tylko, znowu, w jakiś miesiąc. A to dlatego, że temat mielił się i mielił, a praca ma niecodzienną genezę, bowiem to była moja pokuta. Jestem osobą wierzącą. Chodzę co miesiąc do spowiedzi i coś tam powiedziałam, chyba ciut za dużo, że skończyło się na daniu mi tematu pod rysunek. "Scena , kiedy przed objawieniami Maryjnymi w Fatima, anioł daje 3 pastuszkom Komunię Świętą". Co prawda zaznaczył, że format, technika, wszystko dowolne, a po wykonaniu tego, mogę sobie z tym zrobić, co chcę. Do tematu podeszłam poważnie i poniższa praca powstała na podstawie zdjęcia rzeźby, tylko ożywiłam pastuszków, ale z aniołem pojechałam w posągowe kolory. Muszę przyznać, że najbardziej podobają materiały przy pastuszkach. I te dwie, wybijające się gałęzie. Prosiłabym o nieczepianie się o szczegóły, bądź drobne błędy, bo chyba nie mam humoru na czytanie krytyki przy tym obrazie. Za bardzo się wkurzyłam podczas robienia go. W dodatku zdjęcie nie oddaje prawdziwości-w rzeczywistości wygląda to naturalniej.
 

 
Jestem tego świadoma, że w ostatnim czasie ciągle narzekałam. Chodzi mi szczególnie o szkołę, która się zakończyła i wracam do niej tylko dlatego, że do napisania czegoś na ten temat zbierałam się bardzo długo. Tak na marginesie, to w ogóle jestem trochę do tyłu z życiem, ale może o tym opowiem, kiedy nabędę nowy planner. Jedno bardzo mocno się wiąże z drugim.
Nie chcę, aby przez moje gardło przechodziło przepraszam. Nie czuję mojej winy, ale w tym miejscu powinnam przestać kogoś winić. Niech to wszystko, co ciężkie zawiśnie dokładnie na samym środku drogi pomiędzy mną, a kimś innym. Pragnę się odnieść do sytuacji, której raczej na blogu nie opisywałam. No i chyba nadszedł ten czas, abym to opisała, by pokazać, że ludzie nie są... Brakuje mi słowa, ale ktoś się pewnie domyśli, czego chciałam użyć. Mianowicie chodzi mi tu głównie o babkę od historii. Na początku pierwszej klasy wzięliśmy ją za typową "czepialską". Pytała co lekcję, stawiała jedynki, nigdy się nie uśmiechała, a jej zabójczy wzrok pogromił każdego. Dawała trudne testy, wkurzał ją ciągłe powtarzanie, co jakiś czas wygłaszała kazanie, dotyczącego tego, że się nie uczymy, nigdy nie naciągała. W tym roku coś w niej pękło (albo jest taka miła do trzecioklasistów) i zaczęła być pobłażliwszasza. Ba, nawet często powstrzymywała swój uśmiech.
Uważam, że mój ostatni rok szkolny w gimnazjum, pod względem historii, zawaliłam. Sypało mi się za dużo czwórek, na semestr 4, a w ostatnim półroczu wpadła i 3+. Przerażało mnie to. Nie chciałam mieć 4 z przedmiotu, na który poświęcałam stosunkowo długo czasu. Zacisnęłam zęby. Nie pozwoliłam sobie na nie pojawienie się w szkole. Każdą pracę napisałam w terminie (za co podwyższyła ocenę z ostatniego sprawdzianu o 1, czyli z 5->6. Taka nagroda od niej). W dodatku nie zabrakło mnie na żadnej lekcji (od niej nagroda to 6 cząstkowa). Swoja obowiązkową prezentację wykonałam porządnie i też wpadło 6. Bałam udział w konkursie i, niestety, za pracę wpadła 5. Została zdyskwalifikowana za za mały format i to, że w tytule byli "twórcY", a ja narysowałam "twórcĘ". I chyba to przepełniło czarę goryczy.
http://millscape.pinger.pl/m/27723367
Po prostu na poważnie zaczęłam się martwić, że niewiele mi braknie do 5. Na szczęście babka mi ją postawiła. Jak się cieszyłam! Kilka dni, przed końcowymi ocenami zawołała mnie i się zapytała, czy widziałam ocenę. Ja na to, że tak i że się cieszę z 5. Ona się dziwnie spojrzała i koniec końców pokazała mi na swoim komputerze 6 przy moim nazwisku. Ja zdziwiona, a ona zażartowała, że jeszcze może to zmienić. Uśmiechnęła się. Na pytanie "za co?", ona tylko wskazała każde z moich powyższych ""osiągnięć"". Jaka byłam szczęśliwa.
Inna sytuacja. Język angielski. Pomimo zgryzów i wkurzania się, że anglistka nigdy nie naciągnęła oceny, to w tym roku postawiła 6 od średniej 5,1. Byłam na profilu rozszerzonym. Dostałam tę 6.
Ostatnia sytuacja. Walczyłam o 5. Nauczycielka od niemieckiego zachorowała i nie miałam jak zdobywać ocen. Potem przyszła inna. Miała na nas totalny olew. Przechrzciłam ją na ozora. Zależało mi na ocenie, więc zabrałam się za prezentację. Pisałam o czymś, o kuchni niemiecki w języku, który ledwo liznęłam. Kilkanaście godzin pracy z tłumaczem i Wikipedią się opłaciło. Doceniła mnie i jeszcze chciała skopiować prezentację. Wooow.
Powyższe przykłady pokazują, że pomimo wstępnej niechęci i wielu negatywnych uczuć, drugi człowiek nas potrafi docenić, choć tego nie odczujemy. I chociaż powinno czegoś mnie to nauczyć, to i tak jestem uprzedzona do mojego liceum, do którego się dostałam. Po prostu taki mam charakter i nic z tym nie zrobię.